Posts Tagged ‘Los Angeles Lakers’

Lakers mistrzami NBA!

Friday, June 18th, 2010

03_kobe-fish
Przed ponad 30 minut Boston Celtics dyktowali warunki i to oni byli bliżej mistrzowskiego trofeum. Jednak po kapitalnym finiszu po raz 16 najlepszą ekipą w NBA okazali się Los Angeles Lakers, którzy pokonali Celtów w siódmym meczu 83:79. Nagroda MVP finałów trafiła w ręce Kobego Bryanta, autora 23 punktów (6/24 z gry) i 15 zbiórek. To piąty mistrzowski tytuł Bryanta oraz jedenasty Phila Jacksona!
Celtowie kapitalnie rozpoczęli mecz. Co prawda to Jeziorowcy rządzili na tablicach (10:0 w zbiórkach w ataku w pierwszej kwarcie!), ale nie potrafili z tego zrobić większego pożytku. Pau Gasol co rusz dostawał bloki i nie potrafił powstrzymać Rasheeda Wallace’a, który dobrze zastępował kontuzjowanego Perkinsa.

Jeszcze więcej problemów miał Kobe Bryant. Jak cień biegał za nim Ray Allen, który często otrzymał wsparcie od pozostałych kolegów w defensywie. Efekt? Czarna Mamba miał 1/7 z gry w premierowej kwarcie i po prostu nie istniał.

A podopieczni Doca Riversa robili swoje. Z twardej defensywy szybko konstruowali akcje w ataku, gdzie mieli zdecydowanie większą skuteczność (58,8 proc.) niż Lakers (6/27 – 22,2 proc.!). Nic więc dziwnego, że przewaga gości urosła w pewnym momencie do dziewięciu oczek – 23:14.

Lekki szok w Staples Center nie trwał jednak długo, bo druga odsłona rozpoczęła się od serii 11:0 w wykonaniu obrońców tytułu. Celtowie zupełnie stanęli – nie potrafili trafić z żadnej pozycji, a na dodatek popełniali kolejne straty. Gospodarze zaczęli w końcu robić użytek z miażdżącej przewagi na atakowanej tablicy i powoli odrabiali straty zdobywając punkty drugiej szansy. Po ponad sześciu minutach gry C’s mieli na swoim koncie ledwo dwa oczka!

Koszykarze z Kalifornii nie przejęli jednak inicjatywy w tym meczu. Znów bowiem dała o sobie znać defensywa Celtów przed duże D. Sfrustrowany Bryant nie potrafił oddać celnego rzutu, a jak już się pojawiał na czystej pozycji, to fatalnie chybiał. Lider Lakers nie był sobą – po jednym z niecelnych rzutów wolnych z wściekłością uderzył w piłkę. Wiedział, że dzieje się coś niedobrego.

Celtowie przetrwali kryzys i schodzili na przerwę z siedmiopunktowym zapasem (40:34). Zespół Phila Jacksona miał 26,5 proc. z gry – niesamowite, ale prawdziwe. Statystyki liderów LAL były wówczas zatrważające – Bryant 3/14, Gasol 3/12! Zaledwie dwa punkty mniej niż ten duet miał niespodziewanie Ron Artest (12 pkt). Czy to jednak on miał ciągnąć grę Lakers w decydującym meczu wielkiego finału?

Po chwilowym odpoczynku sygnał do ataku dali przyjezdni. Ich przewaga na początku trzeciej odsłony urosła nawet do 13 oczek 49:36 (najwyższe prowadzenie w meczu), bowiem świetny okres miał Rajon Rondo. Sytuacja Lakers stawała się coraz gorsza, choć w odpowiednim momencie zapaliła się czerwona lampka. Chwilowo lepiej zaczęli spisywać się Bryant i Gasol, a z ławki dobrą zmianę dał Lamar Odom. Przewag szybko stopniała do czterech punktów (57:53) i mimo, że Jeziorowcy nadal grali bardzo źle, przed ostatnią odsłoną mieli niewielką stratę do Celtics.

Deficyt ten szybko stopniał do zera, pomimo że miejscowi mieli totalnie rozregulowany celownik na linii rzutów wolnych. Mylił się Gasol, ale kapitalnymi akcjami nadrabiał Artest, a nawet Fisher. Po celnej trójce doświadczonego obwodowego było 64:64, a chwilę później Bryant najpierw wykorzystał w końcu dwa osobiste, by po chwili dołożyć kolejna dwa oczka z półdystansu. Lakers po raz pierwszy od drugiej kwarty wyszli na prowadzenie (68:64), a Celtowie zaczęli tracić grunt pod nogami.

W decydujących o mistrzowskie momentach nie trafili Allen i Pierce. Jak na złość dla Bostonu – gracze LA coraz rzadziej mylili się na linii rzutów wolnych. Przewaga gospodarzy urosła do 5-6 punktów, a Staples Center wybuchła z radości kiedy podwajany Gasol zdołał umieścić piłkę w koszu i było 76:70 na półtorej minuty przed końcem.

C’s nie mieli już nic do stracenia – musieli postawić wszystko na jedną kartę. Niespodziewanie trójkę trafił Wallace, a chwilę potem Allen! Wydawało się, że będzie pasjonująca końcówka, lecz swój niesamowity mecz celnym rzutem zza linii 7,24m ukoronował Artest. Kropkę nad i postawił Sasha Vujacic, który w ostatnich sekundach z całą pewnością trafił dwa najważniejsze w swojej karierze rzuty wolne.

TOP5:

YouTube Preview Image

08-ron-champ
Los Angeles Lakers 83:79 Boston Celtics (14:23, 20:17, 19:17, 30:22)

Lakers: Kobe Bryant 23 (15 zb), Ron Artest 20, Pau Gasol 19 (17 zb), Derek Fisher 10, Lamar Odom 7, Andrew Bynum 2, Sasha Vujacic 2, Jordan Farmar 0, Shannon Brown 0, Josh Powell 0.

Celtics: Paul Pierce 18 (10 zb), Kevin Garnett 17, Rajon Rondo 14 (10 as, 8 zb), Ray Allen 13, Rasheed Wallace 11 (8 zb), Glen Davis 6 (9 zb), Nate Robinson 0, Tony Allen 0, Brian Scalabrine 0.

The Finals: 4:3 dla Lakers

Będzie siódmy mecz!

Wednesday, June 16th, 2010

07_kobe_pau-kg
Po zaledwie dwóch kwartach już wiedzieliśmy, że do rozstrzygnięcia w wielkim finale potrzebny będzie meczu numer siedem. Los Angeles Lakers pokonali Boston Celtics 89:67 i zachowali szanse na obronę tytułu.
- “Wykonaliśmy świetną robotę w defensywie. Trzymaliśmy ich z dala od pola trzech sekund, a na dodatek dobrze walczyliśmy na zbiórkach. To była solidna gra z naszej strony” – powiedział Kobe Bryant, autor 26 punktów i 11 zbiórek dla LA Lakers, którzy w nocy z czwartku na piątek staną przed ogromna szansą obrony mistrzowskiego tytułu.


Od początku spotkania numer sześć w Staples Center rządzili tylko Jeziorowcy. Ich przewaga rosła w zastraszającym tempie – nie tylko z powodu świetnie egzekwowanych rzutów, ale również w wyniku katastrofalnej skuteczności Celtów. Ledwo 67 oczek to drugi najgorszy wynik w historii wielkiego finału. Tylko Utah Jazz w 1998 roku zdołała uciułać mniej punktów – 54 przeciwko Chicago Bulls.

Pojedynek ten przypomina również nieco batalię sprzed dwóch lat. Wówczas C’s zwyciężyli Lakers w najważniejszym meczu różnicą 39 punktów. Tym razem deficyt okazał się nieco mniejszy, choć na pewno będzie siedział w głowach graczy Doca Riversa przez jakiś czas.

- “W ogóle nie potrafiliśmy wejść w nasz rytm, co miało znaczenie dla braku chemii w naszym zespole. Jako pierwsza piątka bierzemy na siebie odpowiedzialność. Następnym razem musimy spisać się o wiele lepiej.” - powiedział Ray Allen, najskuteczniejszy wśród pokonanych z 19 punktami. Po trzech meczach z rzędu bez trafionej choćby jednej trójki, snajper Celtics dwa razy trafił zza łuku.

W pierwszej połowie przewaga gospodarzy urosła nawet do 22 punktów (49:27) – to najwyższe prowadzenie w tej serii finałowej. W trzeciej odsłonie było nawet +25. Pierwsze dwie kwarty to wygrana Lakers na tablicach 30:13 i zaledwie 34. proc. skuteczność. Na dodatek po zaledwie sześciu minutach parkiet musiał opuścić Kendrick Perkins, który doznał kontuzji kolana.

- “Dla mnie mecz się zakończył. Przed nami jedno ostatnie spotkanie, przed nimi również. Wszystko albo nic. Mecz numer sześć już jest przeszłością.” - krótko skwitował Rajon Rondo, który po jednej z akcji poczuł na swojej twarzy łokieć Rona Artesta.

TOP5:

YouTube Preview Image

Decydujący, siódmy mecz odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o godzinie 3.00 polskiego czasu.

Los Angeles Lakers  89:67  Boston Celtics (28:18, 23:13, 25:20, 13:16)

Los Angeles: Kobe Bryant 26 (11 zb), Pau Gasol 17 (13 zb, 9 as), Ron Artest 15, Sasha Vujacic 9, Lamar Odom 8 (10 zb), Derek Fisher 4, Shannon Brown 4, Jordan Farmar 4, Andrew Bynum 2, Josh Powell 0, Luke Walton 0, DJ Mbnega 0.

Boston: Ray Allen 19, Paul Pierce 13, Kevin Garnett 12, Rajon Rondo 10 (6 as), Nate Robinson 6, Marquis Daniels 5, Tony Allen 2, Kendrick Perkins 0, Glen Davis 0 (9 zb), Rasheed Wallace 0, Shelden Williams 0, Michael Finley 0.

The Finals: 3:3

Celtics po raz trzeci!

Monday, June 14th, 2010

06_pierce
Kobe Bryant w Bostonie dwoił się i troił. Zdobył 38 punktów, ale było to niewystarczające, aby pokonać miejscowych koszykarzy. C’s mieli po swojej stronie więcej atutów i to oni przed kolejnym starciem są w lepszej sytuacji. Świetne spotkanie, najlepsze w tegorocznych finałach zaliczył Paul Pierce. Kapitan Celtów na swoim koncie zapisał 27 oczek.” – To chyba nasz najlepszy mecz w tym sezonie. Jesteśmy w dobrym położeniu. Przed nami dwa starcia w Los Angeles. Musimy wygrać jedno” – stwierdził The Truth.

Lakers polegali na swoim liderze. Kobe Bryant w pierwszej połowie grał jednak słabo, później jednak przebudził się i praktycznie w pojedynkę ciągnął ekipę z Kalifornii. Tak na przykład było na przełomie drugiej i trzeciej kwarty, kiedy Bryant zdobył 23 punkty z rzędu. Na Celtics nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia. Wyczekali i zaatakowali. Akcje między innymi Pierce’a i Ray’a Allena dały zawodnikom z Beantown prowadzenie 71:58 na 3:08 przed końcem trzeciej kwarty.

W ostatniej odsłonie Jeziorowcy motywowani przez swojego trenera odrobili część strat. Po trzech wolnych Bryanta na 90 sekund przed ostatnią syreną team z LA przegrywał 82:87. Kobe trójkami próbował niwelować przewagę C’s. Piłka po jego rzutach nie chciała wpadać do kosza. Na szczęście dla Lakers zbierali ją jego koledzy, którzy zdobywali punkty z ponowienia (Lamar Odom i Pau Gasol). Skutecznymi akcjami odpowiadali także Celtics. Wygraną Bostonu na osiem sekund przed końcem przypieczętował celnym rzutem Kevin Garnett.

- “Jak na razie nie zasługujemy na mistrzostwo. Przegrywamy 2:3. Na własnym parkiecie musimy wygrać dwa mecze. Plan jest prosty” - powiedział Bryant, który nie otrzymał należytego wsparcia od pozostałych zawodników. Dwanaście punktów co prawda zdobył Gasol, ale Hiszpan szczególnie na początku miał problemy z trafianiem do kosza. Dziewięć oczek dołożył Derek Fisher, które zanotował w pierwszej kwarcie.

Po stronie Celtów oprócz Pierce’a dobrze spisali się Rondo i Kevin Garnett, którzy uzyskali po 18 punktów. Teraz rywalizacja przenosi się do Los Angeles. W STAPLES Center rozegrany zostanie szósty mecz i jeśli będzie potrzebne siódmy.

TOP 5:

YouTube Preview Image

Boston Celtics 92:86  Los Angeles Lakers (22:20, 23:19, 28:26, 19:21)

Boston: Paul Pierce 27, Kevin Garnett 18 (10 zb), Rajon Rondo 18 (8 as), Ray Allen 12, Rasheed Wallace 5, Kendrick Perkins 4, Tony Allen 4, Nate Robinson 4, Glen Davis 0.

Los Angeles: Kobe Bryant 38, Pau Gasol 12 (12 zb), Derek Fisher 9, Lamar Odom 9, Ron Artest 7, Andrew Bynum 6, Sasha Vujacić 5, Jordan Farmar 1, Luke Walton 0, Shannon Brown 0.

The Finals: 3:2 dla Celtics

Tym razem Celtics

Friday, June 11th, 2010

10_davis_nate
Los Angeles Lakers mieli swojego Dereka Fishera, Boston Celtics mają Glena Davisa. Big Baby dał świetną zmianę w meczu numer 4, wygranym przez C’s 96:89. Dzięki temu w finałowej rywalizacji jest remis 2:2.

Glen Davis zdobył w sumie 18 punktów, z czego dziewięć w decydującej kwarcie. “- Z takich właśnie momentów powstają legendy” – mówił bohater Celtics, którzy wyrównali stan rywalizacji, a w sobotę rozegrają ostatni już mecz przed własną publicznością. Tak czy inaczej sprawa mistrzostwa na pewno rozstrzygnie się w Staples Center. Davis spisał się na medal, ale ojcami sukcesu niespodziewanie byli także inni zmiennicy. Nate Robinson dorzucił 12 oczek, a Tony Allen i Rasheed Wallace bardzo długo przebywali na parkiecie w ostatniej kwarcie. – Wiedzieliśmy, że musimy wnieść do gry naszą energię. Jeśli wniesiemy jej więcej, wtedy lepiej funkcjonuje nasza ofensywa i defensywa – przyznał Robinson. W końcówce trzeciej odsłony było jeszcze 62:58 dla Lakers, po celnych trafieniach Kobe’ego Bryanta, autora 33 punktów, ale również aż siedmiu strat. Później jednak dominowali już rezerwowi C’s z Ray’em Allenem. Pozostali “wielcy” Bostonu przyglądali się wydarzeniom z ławki rezerwowych…

- “Podstawowi zawodnicy byli pod wielkim wrażeniem tego co zrobili zmiennicy. Wręcz błagali mnie bym rezerwowych zostawił na parkiecie. To było wspaniałe” – przyznał Doc Rivers, trener Celtów. Mimo tego – swoją cegiełkę do wygranej także dołożyli. Paul Pierce uzbierał 19 punktów, miał również sześć zbiórek i pięć asyst. Garnett dołożył 13 oczek, a Rondo trzy mniej.

-” Oni zdobyli wszystkie najważniejsze punkty, z pomalowanego, czy punkty drugiej szansy. Byli także od nas lepsi w przechwytywaniu bezpańskich piłek. Właśnie dlatego ten mecz tak się potoczył” – analizował Bryant, który otrzymał solidne wsparcie jedynie od Pau Gasola – 21 pkt. -” Wiemy co robić, wiemy jak grać, wiemy jak to osiągnąć. Wiemy jak ważny będzie piąty mecz, więc musimy być mentalnie i fizycznie do niego gotowi, żeby wykonać naszą misję.” – powiedział Hiszpan.

TOP5:

YouTube Preview Image

Boston Celtics 96:89  Los Angeles Lakers (19:16, 23:29, 18:17, 36:27)

Boston: Paul Pierce19, Glen Davis 18, Kevin Garnett 13, Ray Allen 12, Nate Robinson 12, Rajon Rondo 10, Kendrick Perkins 6, Rasheed Wallace 3, Tony Allen 3, Marquis Daniels 0.

Los Angeles: Kobe Bryant 33, Pau Gasol 21, Lamar Odom 10, Ron Artest 9, Derek Fisher 6, Shannon Brown 5, Jordan Farmar 3, Andrew Bynum 2, Sasha Vujacic 0.

The Finals: 2:2

W finale mamy remis

Monday, June 7th, 2010

game2.action.7
Celtics przed drugim spotkaniem finałowym zapowiadali lepszą grę. Jak powiedzieli, tak zrobili. Ray Allen trafiał z dystansu jak natchniony, a Rajon Rondo na parkiecie dwoił się i troił, co zaowocowało triple – double.

- “To nie tylko my, ale przede wszystkim cały nasz zespół zapracował na to zwycięstwo. Ray (Ray Allen – przyp. aut.) w pierwszej połowie był niesamowity. Po przerwie zagraliśmy trochę słabiej, ale drużyna stanęła na wysokości zadania i zdołaliśmy wywalczyć zwycięstwo.” – powiedział Rajon Rondo, na którego triple – double złożyło się 19 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst.

Dla Lakers, którzy przegrali pierwszy mecz w STPLES Center w tegorocznych play-offach największy problem stanowili obrońcy Celtów. Niemiłosiernie trójkami karcił ich Ray Allen. Zawodnik drużyny Doca Riversa w pierwszych dwóch kwartach uzbierał 27 ze swoich 32 oczek. W całym spotkaniu zanotował osiem trafień z dystansu, co jest rekordem Finałów. To właśnie dzięki skutecznej grze Allena C’s w przed przerwą odskoczyli nawet na 14 punktów. Miejscowi wówczas otrząsnęli się i rozpoczęli odrabianie strat. Dobrze spisywali się obydwaj podkoszowi Pau Gasol i Andrew Bynum.

-” Szkoda, że przegraliśmy, ale trzeba oddać honory rywalom. Byli od nas lepsi. W kilku momentach pokazali większą chęć do odniesienia zwycięstwa” - stwierdził Hiszpan.

Zespół prowadzony przez Phila Jacksona niesiony dopingiem swoich fanów zdołał dojść Boston. W czwartej kwarcie gra się wyrównała i trudno było przewidzieć, kto na swoją korzyść rozstrzygnie drugi finałowy mecz. Celtics pod koniec spotkania rozwiali wszelkie wątpliwości. Przypuścili atak, który zapewnił im zwycięstwo. Najpierw Rondo zgarnął piłkę po bloku Gasola na Kendricku Perkinsie. Nim Hiszpan zdołał wrócić na swój posterunek, obrońca C’s zdobył punkty. W kolejnej akcji błąd popełnił Ron Artest. Przyjezdni prezent zamienili na dwa oczka Kevin Garnetta. Ekipa z Beantown po kolejnych swoich trafieniach odskoczyła na 98:90 i na 72 sekundy przed ostatnią syreną Boston mógł rozpocząć świętowanie. – Strata przewagi własnego parkietu jest dla nas olbrzymim ciosem. Spodziewaliśmy się jednak czegoś takiego. Czas na rewanż – oznajmił Phil Jackson. W jego drużynie słabszy mecz rozegrał lider Kobe Bryant. Uzyskał 21 punktów, ale na słabej skuteczności (8/20). Podobnie jak kilku innych graczy z LA miał problem z przewinieniami. Teraz rywalizacja przenosi się do Bostonu.

Ray Ray:

YouTube Preview Image

Los Angeles Lakers 94:103  Boston Celtics (22:29, 26:25, 24:18, 22:31)

Lakers: Pau Gasol 25 (8 zb), Andrew Bynum 21, Kobe Bryant 21, Jordan Farmar 7, Ron Artest 6, Derek Fisher 6, Sasha Vujacić 3, Lamar Odom 3, Shannon Brown 2.

Celtics: Ray Allen 32, Rajon Rondo 19 (12 zb, 10 as), Kendrick Perkins 12, Paul Pierce 10, Glen Davis 8, Nate Robinson 7, Kevin Garnett 6 (6 as), Tony Allen 2, Shelden Williams 0.

The Finals: 1:1

Lakers wygrywają na otwarcie

Sunday, June 6th, 2010

finals.game1.3
Kobe Bryant i Pau Gasol byli nie do zatrzymania w meczu numer jeden wielkiego finału NBA. Czarna Mamba zdobyła 30 punktów, a hiszpański wieżowiec dołożył solidne double-double i Los Angeles Lakers pokonali Boston Celtics 102:89.

- Nie spotkaliśmy się jeszcze z zespołem grającym tak bardzo fizycznie. Byli bardziej agresywni i atakowali nas przez cały wieczór. Nie wydaje mi się, żebyśmy sobie z tym dobrze poradzili – powiedział Doc Rivers, szkoleniowiec Celtów.

Goście nie potrafili znaleźć recepty na świetnego w tych play off Kobe’ego Bryanta, autora 30 punktów, siedmiu zbiórek i sześciu asyst. Na wygranej Jeziorowców zaważyła również postawa Pau Gasola, który na swoim koncie zapisał 23 punkty i 14 zbiórek. Celtowie nie radzili sobie z twardą i agresywną grą obrońców tytułu, mając duże problemy z faulami.

- Wiedziałem, że gra będzie bardzo fizyczna. Po dwóch finałach z rzędu wiedzieliśmy jaka czeka nas rywalizacja. Wiedzieliśmy kim jest nasz rywal i jak gra. Żeby wygrywać trzeba walczyć twardo - przyznał Gasol.

Ray Allen spędził na parkiecie tylko 27 minut i zdobył 12 punktów, Kevin Garnett był co prawda drugim strzelcem zespołu z 16 oczkami, lecz zaprezentował mizerną skuteczność 7/16, a na dodatek zebrał ledwo cztery piłki. Mimo początkowych problemów z faulami najlepiej spisał się Paul Pierce – 24 pkt i 9 zb.

W całym spotkaniu zanotowano aż 54 przewinienia, w tym 18 w samej inauguracyjnej kwarcie. Po zaledwie 27 sekundach doszło do ostrego spięcia pomiędzy Ronem Artestem a Piercem. Później gra niewiele się zmieniła, walka o każdy centymetr parkietu i o każdą piłkę trwała niemal do samego końca.

Po trzech kwartach gospodarze prowadzili 84:64, kończąc tą część gry serią 11:2. Wtedy było już jasne, że Lakers mają zwycięstwo w kieszeni. Była to zarazem dziewiąta wygrana z rzędu we własnej hali w tegorocznych play off. Koszykarze Phila Jacksona wystarczy, że do końca będą triumfować w Staples Center i osiągną upragniony cel. Proste, a zarazem bardzo trudne.

Lakers wygrali inauguracyjne spotkanie i patrząc na statystyki są na jak najlepszej drodze do wygrania całego finału. Drużyny prowadzone przez Phila Jacksona w ostatnich 47 przypadkach zwyciężały serie, w których prowadziły 1:0. Czy teraz będzie podobnie? Mecz numer dwa w nocy z niedzieli na poniedziałek, ponownie w Staples Center.

Mini filmik:

YouTube Preview Image

Los Angeles Lakers 102:89 Boston Celtics (26:21, 24:20, 34:23, 18:25)

Lakers: Kobe Bryant 30 (7 zb, 6 as), Pau Gasol 23 (14 zb), Ron Artest 15, Andrew Bynum 10, Derek Fisher 9, Shannon Brown 6, Lamar Odom 5, Jordan Farmar 4, Sasha Vujacic 0, Luke Walton 0.

Celtics: Paul Pierce 24 (9 zb), Kevin Garnett 16, Rajon Rondo 13 (8 as), Ray Allen 12, Rasheed Wallace 9, Kendrick Perkins 8, Tony Allen 4, Glen Davis 3, Nate Robinson 0, Michael Finley 0.

The Finals: 1:0 dla Los Angeles Lakers

Lakers w finale!

Sunday, May 30th, 2010

6
Los Angeles Lakers staną przed szansą obrony tytułu wywalczonego przed rokiem. Prowadzeni przez fenomenalnego Kobe’ego Bryanta (37 punktów) po raz czwarty pokonali Phoenix Suns 111:103 i w wielkim finale spotkają się z Boston Celtics.

Steve Nash obiecywał, że Phoenix wygra w meczu numer sześć i doprowadzi do decydującego starcia w Los Angeles. Słowa Kanadyjczyka nie były rzucone na wiatr, mimo że Słońca przegrywały w tym meczu różnicą nawet 18 punktów. Jeszcze na początku ostatniej odsłony Jeziorowcy prowadzili 91:74 i nic nie zapowiadało emocjonującej końcówki.

Tymczasem gospodarzy do szarży pociągnął Goran Dragić, a po trafieniu Nasha było już tylko 99:96 dla Lakers. Prawie 18,5 tysięcy widzów w US Airways Center zaczęło wierzyć, że możliwy jest scenariusz, który przed meczem życzył sobie Nash. Niestety dla nich Kobe Bryant jest tylko jeden i na ich nieszczęście występuje w trykocie Lakers.

Czarna Mamba, który zagra w siódmym finale NBA i powalczy o swój piąty tytuł, wziął sprawy w swoje ręce w ostatnich dwóch minutach. Zdobył wówczas dziewięć punktów, w tym niesamowity rzut z przyklejonym do siebie Grantem Hillem, po którym goście wysforowali się na prowadzenie 107:100.

- “Zawsze myślałem, że on jest najlepszym koszykarzem” – krótko skwitował Alvin Gentry, trener Słońc. – “Ten wieczór należał do Kobe’ego” – dodał z kolei Phil Jackson, który powalczy o 11 (!) pierścień!

Bohater meczu numer pięć, Ron Artest, dołożył 25 oczek, a weteran Derek Fisher zapisał na swoim koncie 11 punktów. Wśród pokonanych 27 pkt miał Amare Stoudemire, dla którego był to najprawdopodobniej ostatni mecz w barwach ekipy z Arizony. 21 oczek, dziewięć asyst i pięć zbiórek to dorobek Nasha.

TOP 5:

YouTube Preview Image

Phoenix Suns 103:111 Los Angeles Lakers (34:37, 19:28, 21:26, 29:20)

Phoenix: Amare Stoudemire 27, Steve Nash 21 (9 as), Jason Richardson 13, Channing Frye 12 (13 zb), Goran Dragić 12, Leandro Barbosa 7, Grant Hill 6, Jared Dudley 3, Louis Amundson 2, Robin Lopez 0.

Los Angeles: Kobe Bryant 37, Ron Artest 25, Derek Fisher 11, Andrew Bynum 10, Pau Gasol 9, Jordan Farmar 8, Lamar Odom 6 (12 zb), Sasha Vujacic 5, Shannon Brown 0.

Stan rywalizacji: 4:2 awans Lakers



Reklama
stat4u