Zaczynamy lato 2010!

LBJ
Los Angeles Lakers  po odejściu Jordana Farmara, musieli zaczać oglądać się za zastępcą Farmara.  Lakersi podpisali czteroletni kontrakt ze Stevem Blakiem. Były zawodnik Los Angles Clippers otrzyma za te lata 16 M $.


Cleveland Cavaliers mają już trenera, jest nim Byron Scott. Po nieudanych rozmowach z Tommem Izzo “Kawalerzyści” złożyli ofertę Scottowi, który przyjął warunki kontraktu. Nowy trener bardzo chce, aby w Ohio pozostał LeBron James.


Media podają, że Dirk Nowitzki otrzymał od Mavs propozycję kontraktu na 96 M $. Jest to maksymalna suma jaką może otrzymać zawodnik w NBA.


Derek Fisher chce zostać w drużynie mistrza NBA Los Angeles Lakers, władze również chcą przedłużenia współpracy, jednak nie jest pewne, że zobaczymy Fischera w barwach Lakers w przyszłym sezonie.


LeBron James spotyka się z potencjalnymi pracodawcami. Wczoraj do James przyleciały delegacje New Jersey Nets oraz New York Knicks. Dziś wizyte złożą Clippers i Miami Heat.


Kozły się zbroją

D063956013.JPG
New Jersey Nets oddali do Milwaukee Bucks Chrisa Douglasa-Robertsa w zamian za wybór w drugiej rundzie draftu w 2012 roku. To już kolejny ruch transferowy Kozłów, które kilka dni temu pozyskały Corey’a Maggette.

Chris Douglas-Roberts był jednym z wyróżniających się zawodników w szeregach New Jersey Nets – najgorszego zespołu poprzedniego sezonu. W 67 spotkaniach zdobywał średnio 9,8 punktu i 3 zbiórki. W 38 meczach pojawiał się w wyjściowym składzie drużyny z East Rutherford. Co ciekawe, swój najlepszy mecz rozegrał właśnie przeciwko Milwaukee Bucks. 19 listopada ubiegłego roku zdobył 31 punktów i miał 10 zbiórek.

Nets otrzymają od Kozłów prawa do wyboru w drugiej rundzie draftu w 2012 roku. Milwaukee z kolei przejęli ten pick od Chicago Bulls w lutym tego roku podczas transferu Johna Salmonsa.

Przypomnijmy, że we wtorek zespół z Wisconsin porozumiał się z Golden State Warriors w sprawie transferu Corey’a Maggette. Do Wojowników odeszli Charlie Bell i Dan Gadzuric.

With the first pick…

2
Zgodnie z przewidywaniami Washington Wizards z pierwszym numerem w draftcie wybrali Johna Walla. Philadelphia 76ers postawili na Evana Turnera, a najwięksi przegrani sezonu 2009/10, czyli New Jersey Nets zdecydowali się zaufać Derrick’owi Favors’owi.

Pierwsza runda:

1. Washington Wizards – John Wall (obrońca)
2. Philadelphia 76ers – Evan Turner (obrońca)
3. New Jersey Nets – Derrick Favors (skrzydłowy)
4. Minnesota Timberwolves – Wesley Johnson (skrzydłowy)
5. Sacramento Kings – DeMarcus Cousins (center)
6. Golden State Warriors – Ekpe Udoh (skrzydłowy)
7. Detroit Pistons – Greg Monroe (skrzydłowy)
8. Los Angeles Clippers – Al-Fraouq Aminu (skrzydłowy)
9. Utah Jazz – Gordon Hayward (skrzydłowy)
10. Indiana Pacers – Paul George (skrzydłowy)
11. New Orleans Hornets -Cole Aldrich (center)
12. Memphis Grizzlies – Xavier Henry (obrońca)
13. Toronto Raptors – Ed Davis (skrzydłowy)
14. Houston Rockets – Patrick Patterson (skrzydłowy)
15. Milwaukee Bucks – Larry Sanders (skrzydłowy/center)
16. Minnesota Timberwolves – Luke Babbitt (skrzydłowy)
17. Washington Wizards – Kevin Seraphin (skrzydłowy/center)
18. Oklahoma City Thunder – Eric Bledsoe (obrońca)
19. Boston Celtics – Avery Bradley (obrońca)
20. San Antonio Spurs – James Anderson (skrzydłowy)
21. Oklahoma City Thunder – Craig Brackins (skrzydłowy)
22. Portland Trail Blazers – Elliot Williams (obrońca)
23. Minnesota Timberwolves – Trevor Booker (skrzydłowy)
24. Atlanta Hawks – Damion James (skrzydłowy
25. Memphis Grizzlies – Dominique Jones (skrzydłowy)
26. Oklahoma City Thunder – Quincy Pondexter (skrzydłowy)
27. New Jersey Nets – Jordan Crawford (obrońca)
28. Memphis Grizzlies – Greivis Vasquez (obrońca)
29. Orlando Magic – Daniel Orton (skrzydłowy/center)
30. Washington Wizards – Lazar Hayward (skrzydłowy)

Druga runda:

31. New Jersey Nets – Tibor Pleiss (GER) (center)
32. Miami Heat – Dexter Pittman (center)
33. Sacramento Kings – Hassan Whiteside (center)
34. Portland Trail Blazers – Armon Johnson (obrońca)
35. Washington Wizards – Nemanja Bjelica (SRB) (skrzydłowy)
36. Detroit Pistons – Terrico White (obrońca)
37. Milwaukee Bucks – Darington Hobson (skrzydłowy)
38. New York Knicks – Andy Rautins (obrońca)
39. New York Knicks – Landry Fields (skrzydłowy)
40. Indiana Pacers – Lance Stephenson (obrońca)
41. Miami Heat – Jarvis Varnado (skrzydłowy)
42. Miami Heat – Da’Sean Butler (skrzydłowy)
43. Los Angeles Lakers – Devin Ebanks (skrzydłowy)
44. Golden State Warriors – Jerome Jordan (center)
45. Minnesota Timberwolves -Paulo Prestes (BRA) (skrzydłowy/center)
46. Phoenix Suns – Gani Lawal (skrzydłowy)
47. Milwaukee Bucks – Tiny Gallon (skrzydłowy)
48. Miami Heat – Latavious Williams (skrzydłowy)
49. San Antonio Spurs – Ryan Richards (ENG) (skrzydłowy/center)
50. Dallas Mavericks – Solomon Alabi (center)
51. Oklahoma City Thunder – Magnum Rolle (skrzydłowt)
52. Boston Celtics – Luke Harangody (skrzydłowy)
53. Atlanta Hawks – Pape Sy (FRA) (obrońca/skrzydłowy)
54. Los Angeles Clippers – Willie Warren (obrońca)
55. Utah Jazz – Jeremy Evans (skrzydłowy)
56. Minnesota Timberwolves Hamady Ndiaye (center)
57. Indiana Pacers – Ryan Reid (skrzydłowy)
58. Los Angeles Lakers – Derrick Caracter (skrzydłowy)
59. Orlando Magic – Stanley Robinson (skrzydłowy)
60. Phoenix Suns – Dwyane Collins (skrzydłowy)

wall526-3-062410

Draft 2010

nba-draft1
Jak co roku, w porze letniej, na brak wrażeń nie mogą narzekać kibice najlepszej ligi koszykarskiej na świecie. Dopiero co zakończył się niezwykle zacięty finał rozgrywek, a już 24 czerwca w nowojorskiej Madison Square Garden zapadać będą decyzje, które mogą wpłynąć na losy, nie tylko poszczególnych zespołów, ale także całej NBA. Przed nami 64. w historii nabór graczy, zwany draftem.

Nikt raczej nie łudzi się, że tegoroczny draft powtórzy sukces naborów z 1984, 1996, czy 2003, lecz mimo wszystko NBA Draft 2010 może być i tak jednym z ciekawszych w ostatnich latach. W przednaborowych prognozach na czołowych pozycjach przewijają się przeważnie te same nazwiska.

Zmarł Manute Bol

tx_bol-0619b
O godzinie 19 polskiego czasu przyjaciel koszykarza Tom Prichard podał do wiadomości, że Manute Bol zmarł dziś w szpitalu w Charlottesville w Virginii.

Bol trafił do szpitala z powodu niewydolności nerek tuż po powrocie do Stanów Zjednoczonych. Zdarzenie miało miejsce podczas międzylądowania, zanim jeszcze udało mu się dotrzeć do Kansas, gdzie czekała na niego rodzina, w tym nowonarodzona córka. Ostatnie dwa miesiące był poddawany dializom i wydawało się, że jest szansa na wyzdrowienie. Jego stan uległ wczoraj nagłemu pogorszeniu i lekarzom nie udało się go uratować.

Bol to zawodnik pochodzący z Sudanu. Urodził się 16 października 1962 w Turalie. Został wybrany w drafcie 1985 r przez Washington Bullets z numerem 31. Występował w czterach klubach NBA: Washington Bullets, Golden State Warriors, Philadelphia 76ers i Miami Heat. Mierzący 231 cm wzrostu Bol, do 1993 był najwyższym zawodnikiem który kiedykolwiek grał w NBA. Później tytuł ten przeszedł w posiadanie wyższego o kilka milimetrów (oficjany wzrost także 231 cm) – Rumuna Gheorghe Mureşana. Obaj gracze znaleźli się w jednej drużynie, Washington Bullets, w sezonie 1993/1994. Bol był zawodnikiem niezwykle szczupłym, przy wzroście 231 cm ważył zaledwie 90 kg.

Jest jedynym zawodnikiem w historii NBA, który ma na koncie więcej bloków (2086) niż punktów (1599). Zaliczył w karierze także 2647 zbiórek. Dobrze rzucał za trzy punkty. Wszyscy zapewne pamiętamy jego “Block Party” w meczu z Orlando Magic.

YouTube Preview Image

Bol bardzo aktywnie udzielał się w różnorakich przedsięwzięciach charytatywnych, zwłaszcza na rzecz swego rodzinnego kraju. Założył w Kairze szkółkę koszykarską, której absolwentem jest między innymi zawodnik Chicago Bulls – Luol Deng.

R.I.P

Lakers mistrzami NBA!

03_kobe-fish
Przed ponad 30 minut Boston Celtics dyktowali warunki i to oni byli bliżej mistrzowskiego trofeum. Jednak po kapitalnym finiszu po raz 16 najlepszą ekipą w NBA okazali się Los Angeles Lakers, którzy pokonali Celtów w siódmym meczu 83:79. Nagroda MVP finałów trafiła w ręce Kobego Bryanta, autora 23 punktów (6/24 z gry) i 15 zbiórek. To piąty mistrzowski tytuł Bryanta oraz jedenasty Phila Jacksona!
Celtowie kapitalnie rozpoczęli mecz. Co prawda to Jeziorowcy rządzili na tablicach (10:0 w zbiórkach w ataku w pierwszej kwarcie!), ale nie potrafili z tego zrobić większego pożytku. Pau Gasol co rusz dostawał bloki i nie potrafił powstrzymać Rasheeda Wallace’a, który dobrze zastępował kontuzjowanego Perkinsa.

Jeszcze więcej problemów miał Kobe Bryant. Jak cień biegał za nim Ray Allen, który często otrzymał wsparcie od pozostałych kolegów w defensywie. Efekt? Czarna Mamba miał 1/7 z gry w premierowej kwarcie i po prostu nie istniał.

A podopieczni Doca Riversa robili swoje. Z twardej defensywy szybko konstruowali akcje w ataku, gdzie mieli zdecydowanie większą skuteczność (58,8 proc.) niż Lakers (6/27 – 22,2 proc.!). Nic więc dziwnego, że przewaga gości urosła w pewnym momencie do dziewięciu oczek – 23:14.

Lekki szok w Staples Center nie trwał jednak długo, bo druga odsłona rozpoczęła się od serii 11:0 w wykonaniu obrońców tytułu. Celtowie zupełnie stanęli – nie potrafili trafić z żadnej pozycji, a na dodatek popełniali kolejne straty. Gospodarze zaczęli w końcu robić użytek z miażdżącej przewagi na atakowanej tablicy i powoli odrabiali straty zdobywając punkty drugiej szansy. Po ponad sześciu minutach gry C’s mieli na swoim koncie ledwo dwa oczka!

Koszykarze z Kalifornii nie przejęli jednak inicjatywy w tym meczu. Znów bowiem dała o sobie znać defensywa Celtów przed duże D. Sfrustrowany Bryant nie potrafił oddać celnego rzutu, a jak już się pojawiał na czystej pozycji, to fatalnie chybiał. Lider Lakers nie był sobą – po jednym z niecelnych rzutów wolnych z wściekłością uderzył w piłkę. Wiedział, że dzieje się coś niedobrego.

Celtowie przetrwali kryzys i schodzili na przerwę z siedmiopunktowym zapasem (40:34). Zespół Phila Jacksona miał 26,5 proc. z gry – niesamowite, ale prawdziwe. Statystyki liderów LAL były wówczas zatrważające – Bryant 3/14, Gasol 3/12! Zaledwie dwa punkty mniej niż ten duet miał niespodziewanie Ron Artest (12 pkt). Czy to jednak on miał ciągnąć grę Lakers w decydującym meczu wielkiego finału?

Po chwilowym odpoczynku sygnał do ataku dali przyjezdni. Ich przewaga na początku trzeciej odsłony urosła nawet do 13 oczek 49:36 (najwyższe prowadzenie w meczu), bowiem świetny okres miał Rajon Rondo. Sytuacja Lakers stawała się coraz gorsza, choć w odpowiednim momencie zapaliła się czerwona lampka. Chwilowo lepiej zaczęli spisywać się Bryant i Gasol, a z ławki dobrą zmianę dał Lamar Odom. Przewag szybko stopniała do czterech punktów (57:53) i mimo, że Jeziorowcy nadal grali bardzo źle, przed ostatnią odsłoną mieli niewielką stratę do Celtics.

Deficyt ten szybko stopniał do zera, pomimo że miejscowi mieli totalnie rozregulowany celownik na linii rzutów wolnych. Mylił się Gasol, ale kapitalnymi akcjami nadrabiał Artest, a nawet Fisher. Po celnej trójce doświadczonego obwodowego było 64:64, a chwilę później Bryant najpierw wykorzystał w końcu dwa osobiste, by po chwili dołożyć kolejna dwa oczka z półdystansu. Lakers po raz pierwszy od drugiej kwarty wyszli na prowadzenie (68:64), a Celtowie zaczęli tracić grunt pod nogami.

W decydujących o mistrzowskie momentach nie trafili Allen i Pierce. Jak na złość dla Bostonu – gracze LA coraz rzadziej mylili się na linii rzutów wolnych. Przewaga gospodarzy urosła do 5-6 punktów, a Staples Center wybuchła z radości kiedy podwajany Gasol zdołał umieścić piłkę w koszu i było 76:70 na półtorej minuty przed końcem.

C’s nie mieli już nic do stracenia – musieli postawić wszystko na jedną kartę. Niespodziewanie trójkę trafił Wallace, a chwilę potem Allen! Wydawało się, że będzie pasjonująca końcówka, lecz swój niesamowity mecz celnym rzutem zza linii 7,24m ukoronował Artest. Kropkę nad i postawił Sasha Vujacic, który w ostatnich sekundach z całą pewnością trafił dwa najważniejsze w swojej karierze rzuty wolne.

TOP5:

YouTube Preview Image

08-ron-champ
Los Angeles Lakers 83:79 Boston Celtics (14:23, 20:17, 19:17, 30:22)

Lakers: Kobe Bryant 23 (15 zb), Ron Artest 20, Pau Gasol 19 (17 zb), Derek Fisher 10, Lamar Odom 7, Andrew Bynum 2, Sasha Vujacic 2, Jordan Farmar 0, Shannon Brown 0, Josh Powell 0.

Celtics: Paul Pierce 18 (10 zb), Kevin Garnett 17, Rajon Rondo 14 (10 as, 8 zb), Ray Allen 13, Rasheed Wallace 11 (8 zb), Glen Davis 6 (9 zb), Nate Robinson 0, Tony Allen 0, Brian Scalabrine 0.

The Finals: 4:3 dla Lakers

Będzie siódmy mecz!

07_kobe_pau-kg
Po zaledwie dwóch kwartach już wiedzieliśmy, że do rozstrzygnięcia w wielkim finale potrzebny będzie meczu numer siedem. Los Angeles Lakers pokonali Boston Celtics 89:67 i zachowali szanse na obronę tytułu.
- “Wykonaliśmy świetną robotę w defensywie. Trzymaliśmy ich z dala od pola trzech sekund, a na dodatek dobrze walczyliśmy na zbiórkach. To była solidna gra z naszej strony” – powiedział Kobe Bryant, autor 26 punktów i 11 zbiórek dla LA Lakers, którzy w nocy z czwartku na piątek staną przed ogromna szansą obrony mistrzowskiego tytułu.


Od początku spotkania numer sześć w Staples Center rządzili tylko Jeziorowcy. Ich przewaga rosła w zastraszającym tempie – nie tylko z powodu świetnie egzekwowanych rzutów, ale również w wyniku katastrofalnej skuteczności Celtów. Ledwo 67 oczek to drugi najgorszy wynik w historii wielkiego finału. Tylko Utah Jazz w 1998 roku zdołała uciułać mniej punktów – 54 przeciwko Chicago Bulls.

Pojedynek ten przypomina również nieco batalię sprzed dwóch lat. Wówczas C’s zwyciężyli Lakers w najważniejszym meczu różnicą 39 punktów. Tym razem deficyt okazał się nieco mniejszy, choć na pewno będzie siedział w głowach graczy Doca Riversa przez jakiś czas.

- “W ogóle nie potrafiliśmy wejść w nasz rytm, co miało znaczenie dla braku chemii w naszym zespole. Jako pierwsza piątka bierzemy na siebie odpowiedzialność. Następnym razem musimy spisać się o wiele lepiej.” - powiedział Ray Allen, najskuteczniejszy wśród pokonanych z 19 punktami. Po trzech meczach z rzędu bez trafionej choćby jednej trójki, snajper Celtics dwa razy trafił zza łuku.

W pierwszej połowie przewaga gospodarzy urosła nawet do 22 punktów (49:27) – to najwyższe prowadzenie w tej serii finałowej. W trzeciej odsłonie było nawet +25. Pierwsze dwie kwarty to wygrana Lakers na tablicach 30:13 i zaledwie 34. proc. skuteczność. Na dodatek po zaledwie sześciu minutach parkiet musiał opuścić Kendrick Perkins, który doznał kontuzji kolana.

- “Dla mnie mecz się zakończył. Przed nami jedno ostatnie spotkanie, przed nimi również. Wszystko albo nic. Mecz numer sześć już jest przeszłością.” - krótko skwitował Rajon Rondo, który po jednej z akcji poczuł na swojej twarzy łokieć Rona Artesta.

TOP5:

YouTube Preview Image

Decydujący, siódmy mecz odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o godzinie 3.00 polskiego czasu.

Los Angeles Lakers  89:67  Boston Celtics (28:18, 23:13, 25:20, 13:16)

Los Angeles: Kobe Bryant 26 (11 zb), Pau Gasol 17 (13 zb, 9 as), Ron Artest 15, Sasha Vujacic 9, Lamar Odom 8 (10 zb), Derek Fisher 4, Shannon Brown 4, Jordan Farmar 4, Andrew Bynum 2, Josh Powell 0, Luke Walton 0, DJ Mbnega 0.

Boston: Ray Allen 19, Paul Pierce 13, Kevin Garnett 12, Rajon Rondo 10 (6 as), Nate Robinson 6, Marquis Daniels 5, Tony Allen 2, Kendrick Perkins 0, Glen Davis 0 (9 zb), Rasheed Wallace 0, Shelden Williams 0, Michael Finley 0.

The Finals: 3:3



Reklama
stat4u